sobota, 24 listopada 2012

Dzień 1 - Nowe i stare znajomości

- Puszczaj mnie! Słyszysz?! SŁYSZYSZ MNIE?! - warczała różowowłosa do policjanta, który przytrzymywał ją na tylnym siedzeniu radiowozu.

- Nie krzycz, nie jestem głuchy. - odpowiedział zniecierpliwiony blondyn o lazurowych oczach. Mimo, iż wyglądał na kruchego, to był dość silny. Miał już dość tej dziewuchy, która przez bite 2 godziny szarpała się i wrzeszczała mu do ucha. Kilka razy próbował przekonać swojego towarzysza, by wymienił się z nim i pozwolił mu prowadzić. Ale nie... Bo on został wyznaczony do prowadzenia pojazdu. - Przestań się szarpać do cholery! - krzyknął poirytowany. Miała 21 lat, a zachowywała się niczym małe dziecko.

- Zamknij się ty pchlarzu! Wypuśćcie mnie! - szarpnęła się mocniej przez co uderzyła głową w dach samochodu. - Kuso. - mruknęła niezadowolona, zaciskając usta w cienką linię.

- Widzisz? Gdybyś mnie posłuchała obyłoby się bez tylu siniaków. - był widocznie zadowolony z tego, że miał rację. Cóż, z jego inteligencją pewnie nie zdarza się to często, pomyślała dziewczyna.

- Hmm, z tobą jest coś nie tak. - stwierdziła niewinnie. Jego wyraz twarzy był pełen niedowierzania.

- Ze mną? - jego ton głosu był spokojny, ale to było zmudne opanowanie. Blondyn wydawał się niczym tykająca bomba. - To raczej z tobą jest coś nie tak. Wiesz wogóle w kim gadasz?

- Naruto Uzumaki - przeczytała z jego plakietki, a reszte zdania, jakby doczytała- to kretyn chory psychicznie, który gada do siebie. - próbowała naśladować jego głos, co szło jej całkiem nieźle. Kierowca nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem, co spotkało się z karcącym wzrokiem niebieskookiego.

- Nie będę się wykłócać z osobą, która zabiła człowieka. - powiedział dumnie, myśląc, że tym samym zdenerwuje zielonooką. Jakie było jego zdziwienie że zamiast rzucić się na niego poraz kolejny, Sakura posmutniała i zwiesiła głowę.

- Nie wiesz co tam się działo... więc mnie nie oceniaj. - rzekła twardo i bez emocji.

Naruto spojrzał na nią zdezorientowany, a Kiba Inuzuka, bo tak nazywał się kierowca, nadsatwił uszu wyczekując odpowiedzi kompana.

- Tak więc... opowiedz mi co tam się stało. - powiedział miękko i tak zrozumiale, że to teraz róźowowłosa zerknęła na niego niepewnie. Chyba jednak pomyliła się co do niego: nie był takim idiotą za jakiego go brała.

***

  Gdy przewieźli ją na komendę, ich wspólne relacje były zupełnie inne niż z początku. Normalnie rozmawiali, a czasem nawet żartowali. Sakura wiedziała, że źle ich oceniła, jednak nadal była czujna. Znała takich jak oni: z wierzchu mili i z poczuciem humoru, w środku jednak perfidni i chcący tylko zdobyć zaufanie swej ofiary. Dlatego więc uważnie słuchała ich wypowiedzi, sama natomiast unikała rozmowy o sobie. W taki sposób oni wiedzieli o niej mniej, a ona poznawała ich słabości. Oczywiście, nie osądzała ich już: ale ostrożności nigdy za wiele.

- Dobra, Sakura. Trzeba wysiadać. - rzekł blondyn poczym wysiadł, obszedł auto, otworzył drzwi od jej strony i pomógł wysiąść.

- Hmm jaki dżentelmen. - różowowłosa zaśmiała się, gdy Naruto na nowo założył jej kajdanki, które łaskawie ściągnął jej na czas podróży. - Przecież wiesz, że nie ucieknę... - nadąsała się nieco. Wiedziała że to należy do jego obowiązków i że mimo wszystko nie może jej w pełni ufać.

- Ależ wiem. - odpowiedział z prawie niesłyszalną nutką ironii. - Ale tak wyglądają u nas te procedury. W końcu, chyba o tym wiesz, wreszcie twój ojciec to sędzia. - zielonooka najerzyła się.

- Zapamiętaj sobie. - rzuciła ostro. - Ja nie mam już ojca.

- Dobra, dobra, złość piękności szkodzi. - na twarz Kiby wstąpił szelmowski uśmiech. Różowowłosa prychnęła, poczym podążyła za nimi do dużego, szarego budynku. Gdzieniegdzie w oknach widniały kraty. Wiedziała, że narazie będzie to jej nowy dom. Ale nie na długo. Jeszcze się stąd wydostanie...

- Oj, już nie miej takiej miny. - powiedział Naruto, chcąc ją wesprzeć. Spojrzała na niego wilkiem. Westchnął zrezygnowany i pchnął duże, ciężkie drzwi prowadzące do środka. Od razu przywitało ich dwóch innych, wielkich strażników. Zerknęła za nich: zauważyła kolejnych policjantów z pałkami w ręce. Zebrało się jej na mdłości. - No. - Uzumaki skończył rozmowę z tymi dwoma panami. - Saki, nie martw się, to szybko zleci i zanim się obejrzysz, będziesz z powrotem w domu. - szepnął jej do ucha. Zwęziła oczy i prychnęła powtórnie.

- Daruj już sobie. - spojrzała na strażników czekających przy masywnych schodach. Wszystko wydawało jej się tu takie duże. - Dobra idioci, miejmy to już za sobą. - zawołała do nich, olewając niedowierzające jej arogancji spojrzenia kompanów i innych pracowników tego miejsca. Wyrwała się blondynowi i dumnie ruszyła w stronę olbrzymów. Jeden z nich, wysoki, rudowłosy mięśniak natychmiast złapał za jej nadgarstki.

- Widzę, że trafił się ostry charakterek. - powiedział zmierzając ją wzrokiem.

- Nie tylko charakterek ma ostry. - białowłosy mężczyzna, nieco mniejszy od kompana, spojrzał bezwstydnie na dość spory dekolt różowowłosej. - No maleńka, masz się czym pochwalić.

- Uważaj, bo się poślinisz. - odpowiedziała sarkastycznie. - Weź go już stąd, bo wkurza mnie. - powiedziała do rudowłosego.

- Uwierz mi, że mnie też... - odpowiedział spokojnie, poczym razem ze zdenerwowanym białowłosym, zaprowadził ją na piętro. Pchnęli jeszcze ze cztery pary ociężałych drzwi, zanim dotarli do długiego, wyglądem przypominającego magazyn, pomieszczenia. Jej oczy rozszerzyły się gdy ujrzała tych wszystkich strażników. Niełatwo będzie jej stąd uciec. Spojrzała za kratki pierwszej celi: dwójka więźniów. Czyli będzie musiała siedzieć z kimś za kratkami? Świetnie, tego jej tylko brakowało.

  Minęli wiele cel. W "magazynie" raz po raz można było słyszeć gwizdy na widok różowowłosej. Potrzeliłaby ich wszystkich za te upokorzenie. Wreszcie, po jakichś 10 minutach, doszli do wyznaczonej jej celi.

- Kogo moje oczy widzą... - powiedziała Sakura, kiedy para białych, pustych oczu postanowiła zaszczycić ją swoim spojrzeniem. - Widzę, że będzie niezła zabawa. - uśmiechnęła się perfidnie.

------

 Nie mam nic do powiedzenia, oprócz tego, że dzięki tej muzyce nadal "piszę" bloga ;O http://www.youtube.com/watch?v=YpJAmlnBxoA . Mam nadzieje że bd wstawiać więcej notek na oba blogi *.* . Błagam, bądźcie cierpliwi, a napewno sie opłaci :)

poniedziałek, 8 października 2012

Prolog

"Put me to sleep, evil angel

Open Your wing, evil angel

Fly over me, evil angel

Why can't I breathe, evil angel?"

Breaking Benjamin - Evil Angel

 Winna... winna...
 Te słowa ciągle chodziły po jej głowie. Nie mogła uwierzyć w to co ją spotkało. Nie mogła uwierzyć w tą niesprawiedliwość. Wpakowali ją do pudła! Za to, że się broniła! Skurwiel , krzyczała przechodząc obok sędziego patrzącego na nią surowym, karcącym wzrokiem. Miała ochotę obić mu tą mordę, za to, że zniszczył jej życie. Ale zadowoliła się tylko małą wymianą zdań z tym gburem... który ma czelność nazywać się jej ojcem.
- Ogłaszam 21-letnią Sakurę Haruno za winną nieumyślnego spowodowania śmierci 35-letniego Kaloya Trauda i skazuję na 15 lat pozbawienia wolności, bez możliwości warunkowego zawieszenia kary, przed odbyciem przez oskarżoną przynajmniej połowy wyroku w zakładzie karnym. Proszę usiąść.
- Ty stara świnio! Tylko byś siedział na tym tłustym dupsku! Nie widzisz, że jestem niewinna?! Jaki kretyn wogóle pozwolił być ci sędzią, co?! Zobaczysz, jak wyjdę, to znajdę cię i zobaczymy kto będzie się śmiał!
- Sakura! Jak ty odzywasz się do własnego ojca?! - jej zrozpaczona matka robiła dobrą minę do złej gry. W głębi duszy znienawidziła swojego męża za to co zrobił.
- Mówię mu samą prawdę! Ty też nie jesteś od niego lepsza! Tacy z was zajebiści rodzice, że własną córkę do pierdla wysyłacie?! Wiecie co?! Nie macie już córki! - rzekła dziewczyna, poczym opadła na krzesło bezsilna.
- Straciliśmy córkę dawno temu... - rzekł smutno Yokito Haruno, jednak szybko się zrefleksował. - Przepraszam państwa za tę szorstką wymianę zdań. Sprawę uważam za zakończoną. Dziękuję.
- Ty skurczybyku! Nienawidzę cię! Słyszysz?! NIENAWIDZĘ! - młoda Haruno wręcz dyszała ze złości. Gdyby nie policianci stojący za nią, pewnie podbiegłaby do niego i przylała mu. Psiarze powoli wyprowadzili ją z sali rozpraw.
- Tak mi przykro Sakuro. Niestety nie mogłam zrobić nic więcej. - rzekła spokojnie jej adwokat. Mogła zrobić więcej, ale jej się nie chciało. Łatwa kasa, zero starań. Różowowłosa spojrzała na nią wilkiem z czego ona nic sobie nie zrobiła. - Nie patrz tak na mnie mja droga, wiesz, że to prawda...
- Oj, zamknij się już. Nie jesteś moją matką. Ja nie mam matki. - kobieta spojrzała na nią oburzona, poczym z uniesioną głową odeszła do swojego gabinetu, nie mówiąc już nic.
  Wszyscy ją zostawili. Została sama. I miała zamiar pokazać im wszystkim, że jeszcze tego pożałują. Wkrótce się zemści.

-----
 Hej, prolog jest, wszystko chyba jasne. Przynajmniej dla mnie, ale ja to wymyśliłam więc nic w tym dziwnego... Piszcie mi w komentarzach jak wam się to podoba a ja zdecyduję, czy opłaca mi się pisać ;) Powiem wam jedno: dzięki temu zyskuję wenę dla naszej parki na Konoha High School ;>
Pzdr. Hiruki